wywiady

Chciałbym, żeby moje rysunki prowokowały do tworzenia własnych historii, budziły wyobraźnię, rodziły nowe, niespodziewane skojarzenia - mówi Svein Nyhus, norweski autor i ilustrator książek dla dzieci, gość 3. Bałtyckich Spotkań Ilustratorów.

Aleksandra Kozłowska: Jak pana zdaniem powinna wyglądać dobra współczesna książka dla dzieci?

svein_nyhusSvein Nyhus: Nie ma jednej najlepszej recepty. Książki powinny być różne, tak samo jak jedzenie - choćby najzdrowsze, nie może być monotonne. W moich książkach chcę dawać czytelnikom - bez względu na wiek - nowe myśli, uczucia, chcę, by śmiali się albo płakali, przeżywali opowiadaną przeze mnie historię.

Tak jak "Tatę", wydanego również w Polsce? W tej książce mówi pan o uniwersalnym w tej chwili problemie - nieobecności ojca i tęskniącym za nim dziecku.

- Tak. Do szóstego roku życia każde dziecko kocha swego ojca bez względu na to, jaki on jest, ojciec jest po prostu Bogiem. Później to się zmienia. Nastolatki zazwyczaj walczą ze swymi ojcami, a powiedzmy już 26-latki widzą w nim po prostu człowieka, z dobrymi i złymi cechami. Moja książka opowiada więc o miłości do ojca, o jego tajemnicy, bo przecież do końca nie wiadomo, gdzie on jest. Ale nie chodzi tu o konkretną odpowiedź, a o wczucie się w sytuację tęskniącego dziecka. Często współpracuję z żoną, Gro Dahle, która pisze naprawdę ostre, bardzo emocjonalne teksty, ja do nich przygotowuję ilustracje. Np. w książce, której tytuł można przetłumaczyć na "Wewnątrz chłopca mieszka potwór" opowiadamy o cichutkim na co dzień chłopczyku, w którym czasem budzi się bestia - złe, bardzo trudne do opanowania emocje. W końcu chłopiec zaczyna je rozumieć, oswajać. Przedstawia to ilustracja, na której groźny, wielonogi czarny rumak z początku opowieści jest osiodłany przez chłopca, a ten potrafi już zwierzęciem kierować. Dużo trudniejsza w odbiorze może być opowieść o chłopcu i jego pełnym agresji tacie, przed którym drży cała rodzina. Ta historia przemocy nie przyniesie oczywiście komercyjnego sukcesu, jest jednak wykorzystywana podczas terapii dzieci z rodzin, gdzie przemoc jest codziennością. Tego typu tematy to jednak w Norwegii wciąż tabu.

Nic dziwnego, są dalekie od klasycznej bajki o królewnie i krasnoludkach. A jak pana zdaniem powinna wyglądać nowoczesna ilustracja dla dzieci? Czy lepiej, gdyby zachowała tę staroświecką niewinność, bajkowość, czy raczej powinna eksperymentować z formą, nawiązywać do estetyki kreskówek, gier komputerowych, reklam?

- Uważam, że to zupełnie inne dziedziny i każda z nich powinna iść swoją drogą. Ale mówiąc o ilustracji dla dzieci, znów muszę wspomnieć, że najważniejsza jest tu różnorodność, różne style ekspresji. Sam jako dziecko kochałem animacje Disneya, dziś jednak chcę dzieciom dawać coś całkiem innego. Disneyowski rysunek: mocne kolory, wyrazistość postaci, pewna jednowymiarowość bardzo przyciągają uwagę dziecka, ale raczej nie inspirują. A ja chciałbym, żeby moje rysunki poprzez swą niejednoznaczność prowokowały do tworzenia własnych historii, budziły wyobraźnię, rodziły nowe, niespodziewane skojarzenia. Zależy mi na tym, by książka była o wiele bardziej pojemna niż zakładali to jej autorzy, by można ją odczytywać na różne sposoby.

Czy zanim ukaże się książka, testuje pan swoje pomysły na dzieciach?

- Nigdy. Ufam sobie i wrażliwości odbiorców. Nie dzielę ludzi na dzieci, młodzież i dorosłych, tylko na różne typy emocjonalne. Tak jak ludzie ze zbliżonym poczuciem humoru zawsze znajdą wspólny język, tak ludzie o podobnej wrażliwości porozumieją się bez względu na wiek.

 


Svein Nyhus (rocznik 1962), wielokrotnie nagradzany norweski autor i ilustrator książek dla dzieci. Trzy razy był nominowany do nagrody literackiej im. Astrid Lindgren oraz dwukrotnie do medalu im. H.Ch. Andersena (nagrody nazywanej Małym Noblem).

źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto