recenzje

Tata - Wielki Nieobecny - recenzja

Tak niezwykłych książek wydaje się bardzo niewiele, a szkoda. Choć z drugiej strony trudno się dziwić wydawcom, że boją się podjąć ryzyko związane z tytułem poruszającym trudny temat. Tym większe brawa dla wchodzącej na rynek gdańskiej mini oficyny EneDueRabe, która nie zważając na opinie hurtowników, że sprzedają się książki łatwe, lekkie i przyjemne, a do tego kolorowe i wyposażone w gadżety, sięgnęła po pozycję norweskiego ilustratora i pisarza, Sveina Nyhusa.

Z okładki zerka na nas gigantycznych rozmiarów tata w księżycowej poświacie, z małym, śpiącym chłopcem na rękach. I mimo uśmiechów na twarzach obu postaci nie jest to zapowiedź sielskiej opowieści o ojcu spędzającym każdą chwilę ze swym synkiem. Tytułowy tato z książki Nyhusa owszem, jest wielki, ale jedynie w wyobraźni i marzeniach małego Tomka. W rzeczywistości w ogóle go nie ma. I możemy snuć domysły, co się z nim stało - czy nie żyje, co może sugerować ilustracja z okładki, gdzie rama okienna przypomina kształtem trumnę, a biała sylwetka nasuwa skojarzenia z duchem; czy odszedł, zostawiając rodzinę; czy spędza życie w rozjazdach; czy też tak dużo pracuje, że nigdy nie ma go w domu. Jednak moim zdaniem przyczyna nieobecności jest tu sprawą drugorzędną. Najważniejsze są uczucia i myśli Tomka. W jego oczach tata jest doskonały - potrafi wołać najgłośniej na świecie, jest tak wysoki, że „(...) zwykła kołdra byłaby dla niego za krótka", ma czerwony samochód, „co pachnie benzyną", „(...) umie strasznie dużo rzeczy", a na dodatek jak był mały "(...) może troszeczkę się bał Świętego Mikołaja".

Chłopiec idealizuje wizję ojca, przypisuje mu cechy bohatera, a nawet superbohatera. W projekcjach Tomka tata jest wielki i wszechmocny, a z jego twarzy nie znika uśmiech. Svein Nyhus z niezwykłą wprost czułością, tak w sferze tekstu, jak i nawet mocniej, obrazu, przedstawia uczucia - podziw, z jakim chłopiec spogląda na ojca; miłość, z jaką ojciec patrzy na syna, a także wszechobecny smutek i tęsknotę, emanujące z lekko nierzeczywistych, jakby księżycowych ilustracji.

Po pierwszej lekturze tej książki ogarnęła mnie melancholia. Zaraz potem zaczęłam się zastanawiać, jak "Tato!" zostanie odebrany przez najmłodszych czytelników - takie skrzywienie zawodowe. Miałam obawę, że jeśli na mnie, osobie dorosłej, zrobił tak piorunujące wrażenie i wpłynął na mój nastrój, to co dopiero w przypadku dziecka. Okazuje się jednak, co odkryłam oczywiście nie po raz pierwszy, ale jak zwykle z ogromnym zaskoczeniem, że dzieci zupełnie inaczej reagują na tekst - w zależności od wieku i doświadczeń rozumieją go na różnych poziomach - i dokładnie tak samo jest w przypadku tej książki, co sprawdziłam empirycznie. Eksperyment ten uświadomił m i także, że często właśnie literatura, ta dobra i wartościowa, rzecz jasna, jest najlepszym sposobem na przybliżanie najmłodszym tematów trudnych, bolesnych i niezrozumiałych - i to nie tylko dzieciom, które bezpośrednio spotykają się z danym problemem.

Książkę Sveina Nyhusa zdecydowanie można zaliczyć do literatury dobrej i wartościowej, a jej lektura powinna być obowiązkowa dla wszystkich ojców, którzy nie zawsze zdają sobie sprawę z roli, jaką odgrywają w życiu swoich dzieci; z uczuć, jakimi dzieci te ich darzą.

Ewa Świerżewska

(tekst był opublikowany w Piśmie Miesięcznym Ilustrowanym dla Kobiet "Bluszcz" nr 4)

źródło: qlturka.pl

Tato!
Tekst i ilustracje.: Svein Nyhus
przekład: Helena Garczyńska
sugerowany wiek: 5+
wydawca: EneDueRabe, 2008